Dolnośląska uchwała antysmogowa. Zmarnowana szansa?

Dolnośląska uchwała antysmogowa. Zmarnowana szansa?

29 listopada 2017 roku Sejmik Województwa Dolnośląskiego przyjął długo wyczekiwaną uchwałę antysmogową. W mediach i środowiskach aktywistów przyjęto dokument z entuzjazmem. W końcu Województwo Dolnośląskie dołączył do grona regionów, które mają wolę walczyć aktywnie ze smogiem. W uchwale zapisano terminy wycofywania z użytku źródeł najbardziej szkodliwej niskiej emisji jak i wyposażono policję w narzędzia do egzekwowania przestrzegania norm. Jednak na pozór piękne hasła nie zawsze oddają cały obraz rzeczywistości. Czy w przypadku właśnie przegłosowanej uchwały można faktycznie mówić o wielkim sukcesie?

Niestety już pobieżna obserwacja całego procesu przygotowywania uchwały antysmogowej tworzy poważną rysę na jej wizerunku. Przyjęte regulacje uległy bowiem znaczącemu poluzowaniu względem projektu pierwotnie zgłoszonego do konsultacji społecznych. Za politycznymi kulisami samorządu trwała bowiem klasyczna spychologia. Najpierw politycy poczuli, że smog jest świetnym tematem do zbicia politycznego kapitału, stąd ruszyła machina prac, która jednak kiedy przyszło do stawiania terminów i liczenia pieniędzy spotkała się z silnym oporem niektórych decydentów.

Pierwszy wyłamał się prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który zapowiadał najpierw, że miasto będzie wręcz w awangardzie działań antysmogowych, ale realia budżetowe sprawiły, że magistrat zaczął wypierać smog z zakresu własnej odpowiedzialności cedując rozwiązanie problemu na Sejmik Wojewódzki. Następnie po zgłoszeniu już projektu uchwały antysmogowej miasto zaczęło naciskać na jej poluzowanie. W projekcie, jaki promował początkowo Jerzy Michalak była bowiem mowa, aby zakaz używania paliw stałych w ogrzewaniu obowiązywał już od 2024 roku. Jednak myślący o walce o fotel prezydenta Wrocławia Michalak spotkał spory opór z różnych środowisk, co w połączeniu krytycznym głosem z wrocławskiego magistratu, czyli de facto z jego własnego obozu politycznego, zmotywowało go do modyfikacji zapisów uchwały.

Tak więc wydłużono okres opalania paliwami stałymi do 2028 roku, wprowadzając zastępczo od 1 lipca 2024 r. zakaz użytkowania tzw. „kopciuchów”, czyli pieców pozaklasowych, poniżej 3 klasy. Przyjęcie, że od lipca 2018 roku nie będzie można instalować nowych kotłów na paliwa stałe jest dobrą informacją, jednak przesunięcie o kolejne 4 lata czasu realizacji celów antysmogowych sprawia, że urzędnicy mogą jak do tej pory traktować problem pobieżnie. Nie jest bowiem tak, że samorząd Wrocławia nie ma wytycznych i narzędzi do prowadzenia polityki antysmogowej. Mamy Krajowy Program Ochrony Powietrza, który stanowi zbiór wytycznych dotyczących walki ze smogiem, jednak miasto do tej pory zajmowało się problemem w minimalny, typowo medialny sposób, co przy tak odległym terminie nie rokuje na zmotywowanie magistratu do zmiany strategii.

Warto także podkreślić, że uchwała antysmogowa Sejmiku oferuje nakazy i zakazy, ale kompletnie ignoruje „marchewkę”, czyli zachęty finansowe. Samorząd województwa nie wydelegował bowiem wystarczających środków, aby sfinansować wymianę pieców, a co dopiero dodatkowo termomodernizację budynków, która jest najczęściej koniecznością, aby uczynić nową formę ogrzewania ekonomiczną dla mieszkańców. Trzeba sobie bowiem powiedzieć otwarcie, że smog nie jest wynikiem tylko nieświadomości, ale w znacznej części ekonomiczną koniecznością. Najubożsi palą w piecach czym popadnie, ponieważ nie mają za bardzo innego wyboru. Nawet wymiana pieca za publiczne środki nie rozwiązuje problemu, ponieważ bez termomodernizacji budynku nowy piec na gaz doprowadzi do wielokrotnego wzrostu kosztów ogrzewania, na co wiele rodzin po prostu nie stać. Mieszkańcy nie mogą zostać zatem z problemem sami, a wydłużenie czasu na wycofanie pieców o kolejną kadencję dało politykom wygodne poczucie bezpieczeństwa. Zespół prof. Alicji Chybickiej wyliczył, że na rozwiązanie problemu smogu w samym tylko Wrocławiu potrzeba około miliarda złotych, a w skali województwa powyższa kwota będzie znacznie większa. Tymczasem na walkę ze smogiem w 2017 roku Wrocław wydał uwaga – 11 mln zł, na rok 2018 zaplanowano zbliżoną kwotę. Przy takim tempie inwestycji Wrocław nie wymieni pieców nawet w obrębie tylko samego mienia komunalnego miasta, w którym znajduje się największy odsetek tzw. kopciuchów. Mimo to przegłosowane w Sejmiku rozwiązania przyjmują, że problem rozwiąże się bez gruntownej przebudowy systemu finansowania walki ze smogiem na poziomie województwa.

Przyjęte uchwały antysmogowe, mimo że idą w dobrym kierunku, to jednak są nie w pełni wykorzystaną szansą na rozprawienie się z problemem smogu. Może się bowiem okazać, że za walkę z zanieczyszczeniem powietrza zapłacą najsłabsi – czyli najubożsi, którzy zostaną pozostawieni sami sobie, albo co gorsza problem rozwiążemy tylko na papierze, a obudzimy się tuż przed przyjętym w uchwale terminem z wciąż nie wymienioną większością infrastruktury. Zatem trzeba powiedzieć otwarcie, że uchwała antysmogowa jest zwycięstwem w wojnie ze smogiem, ale przede wszystkim moralnym, a prawdziwa bitwa o czyste powietrze jest dopiero przed nami.

Fot. Shutterstock/RossHelen

 

Leave a Reply