Buspas na Traugutta – kolejne pseudorozwiązanie, które nic nie zmienia?

Buspas na Traugutta – kolejne pseudorozwiązanie, które nic nie zmienia?

Niedawne wydzielenie buspasa na ul. Traugutta wywołało nie lada emocje. Zwolennicy priorytetu komunikacji zbiorowej starli się w internecie z fanami samochodów. Bez względu na ocenę merytoryczną skutków wydzielenia torowiska warto zwrócić uwagę, że samo wydzielenie buspasa na ul. Traugutta nie zostało przeprowadzone w profesjonalny sposób. Szczególnie niezrozumiałe jest dlaczego wydzielenia nie dokonano w wakacje, tak by mieszkańcy mogli przygotować się do zmiany w organizacji ruchu. Dla przypomnienia, pomysł wydzielenia torowiska tramwajowego na ul. Traugutta został zgłoszony jako projekt w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego.

Należy sobie jasno powiedzieć, że w historycznym centrum miasta, gdzie drogi nie są z gumy, a przepustowość jest mocno ograniczona, postawienie na komunikację zbiorową jest jedynym sposobem na zapewnienie odpowiedniej efektywności transportu.

Jednakże na pytanie, czy przyznać komunikacji publicznej priorytet, jak chociażby poprzez wydzielanie buspasa na ul. Traugutta nie da się odpowiedzieć za pomocą prostego tak lub nie. Rozwiązaniem modelowym, na którym ma opierać się wrocławski system transportowy jest tramwaj. Poprzez wydzielenie torowiska, skracamy czas przejazdu tramwaju, czyniąc ten środek komunikacji bardziej atrakcyjnym. Tyle w teorii. Niestety w praktyce sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

Do korzystania z komunikacji zbiorowej możemy zachęcać na różne sposoby. W pewnym uproszczeniu można sprowadzić powyższe rozważania do metody kija lub marchewki.  Niestety we Wrocławiu dominuje metoda kija. Ulice są zamykane, torowiska wydzielane, zaś kierowcy nie dostają nic w zamian. Takie postępowanie, połączone z brakiem spójnej polityki informowania i edukowania mieszkańców o konieczności wdrażania zmian w systemie transportowym oraz przyznawania priorytetu komunikacji zbiorowej, przekłada się na osłabienie zaufania mieszkańców do władz miasta. Zaufania i tak mocno już nadwątlonego.

Żeby ludzie chcieli jeździć komunikacją miejską musi być ona konkurencyjna. Nie wystarczy maznąć farbą na kawałku ulicy. Owszem tramwaj miejscowo przyśpieszy, ale nie przełoży się to na zwiększenie liczby pasażerów. Potrzebne są zmiany systemowe. Tak długo, jak w tramwajach latem będzie zbyt gorąco, zimą za zimno, a zasady korzystania z taboru będą przestarzałe, wrocławianie nie będą się masowo do nich przesiadać.  Dopóki tak będzie, mieszkańcy wybiorą własny samochód. Mogą przecież stać w korku, często „ramie w ramie” z tramwajem, ale w znacznie bardziej komfortowych warunkach.

Brak klimatyzacji, przestarzały tabor oraz słaba penetracji linii tramwajowej na osiedla, położone na obrzeżach miasta to znacznie większe problemy, z którymi należy się zmierzyć w naszym mieście.

Dlatego należy stosować metodę marchewki. Zaoferujmy wrocławianom realną alternatywę na wysokim poziomie. Istnieje znacznie prawdopodobieństwo, że mieszkańcy będą chcieli masowo korzystać z komunikacji publicznej. Żeby tak było, następujące trzy warunki muszą zostać spełnione:

1) komfort podróżowania,

2) punktualność,

3) dostępność połączeń.

W przeciwnym wypadku, nadużywanie kija niewiele pomoże. Można przecież wydzielić wszystkie torowiska w mieście, ale bez zmiany jakościowej nic to nie zmieni…

fot. freepik.com

Leave a Reply