„Dzieciaki bez biletów” – Epilog. Kompromitacja prawników Ratusza

„Dzieciaki bez biletów” – Epilog. Kompromitacja prawników Ratusza

Kiedy w marcu 2017 roku, na zaproszenie Inicjatywy Polskiej stowarzyszenie Obywatelska Koalicja Wrocław 2018 rozpoczynała zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem uchwały, mającej wprowadzić program „Dzieciaki bez biletów” w życie, wyglądało to na rzucanie się z motyką na słońce. Olbrzymi, jak na obywatelskie inicjatywy próg podpisów w wysokości 1% wrocławskich wyborców sprawiał, że w najnowszej historii Wrocławia wcześniej jedynie raz udało się skorzystać z obywatelskiego uprawnienia kreowania rzeczywistości prawnej Wrocławia.

Biorąc pod uwagę fakt, że za OK Wrocław nie stały żadne struktury partyjne, powtórzenie „sukcesu” Nowoczesnej, która zgłosiła projekt likwidacji opłaty targowej wydawało się bardzo trudne. Tym bardziej, że przeciw pomysłowi był oczywiście ratusz miejski, ugrupowania polityczne z Rady Miasta oraz część aktywistów miejskich. Tak jakby darmowa komunikacja miejska dla uczniów była czymś na wskroś złym, rujnującym i tak niedofinansowane MPK, niezgodne z planami Wrocławskiej Polityki Mobilności. Wbrew wszystkim rozpoczęto zbieranie podpisów.

W międzyczasie nadszedł rok wyborczy i zgodnie ze zwyczajową zasadą, obowiązującą niemal w każdym samorządzie gminnym, a już we wrocławskim w całej rozciągłości okazało się, że to, czego dotąd zrobić się nie dało, nagle zyskało wielu sympatyków i zwolenników. Najpierw udało się doprowadzić do tego, że postulat bezpłatnej komunikacji trafił do szerokiego programu jednej z głównych kandydatek na prezydenta Wrocławia, pani prof. Alicji Chybickiej, by chwilę później pomysł przejął jako swój wrocławski ratusz w osobie dyrektora ds. społecznych, prawdopodobnego nominata Rafała Dutkiewicza na piastowane przez niego stanowisko, czyli Jacka Sutryka. I w tym momencie okazało się, że projekt IP i OK Wrocław stał się niezwykle niewygodny dla ratusza. Najlepiej go zaorać i pod żadnym pozorem nie dopuścić do jego procedowania na sesji rady miejskiej. Tym bardziej, że niemożliwe okazało się możliwym i małe stowarzyszenie zebrało wymaganą ilość podpisów, przełamując niemałe przecież kłopoty obywateli z podawaniem swojego numeru PESEL.

I teraz odrobina kuchni – bo liczba wyborców przecież się zmienia, więc by spełnić wymogi formalne należało dokładnie ustalić, ilu wyborców Wrocław posiada i wyliczyć wymagany 1% z nich. Z informacji z wrocławskiego ratusza wynikało, że wrocławskich wyborców jest 478 tys. a więc próg wymaganej ilości podpisów pod uchwałą wynosił 4,78 tys. podpisów. Biorąc pod uwagę fakt, iż liczba ta mogła się lekko zwiększyć z kwartału na kwartał, zebrano podpisów z lekką „górką” i złożono projekt do Rady Miasta. To było swoiste „sprawdzam” dla ekipy Rafała Dutkiewicza – tak, by zapowiedzi Jacka Sutryka musiały stać się rzeczywistością. Ku uciesze naszej i wrocławskich dzieciaków tak się stało. Od 1 stycznia będą jeździć bez biletów. My natomiast musieliśmy się zmierzyć z ratuszową biurokracją i zapisami statutu, który reguluje postępowanie z obywatelskim projektem uchwały. I tu okazało się, że przewidziani w statucie eksperci prezydenta, którzy mają za zadanie dokonać analizy prawnej projektu uchwały albo dostali przykaz wbić OK Wrocław szpilę, podważając liczbę złożonych podpisów albo mają bardzo duże kłopoty z czytaniem tabelek. Taką bowiem odpowiedź na wniosek przedłożono do podpisu Jackowi Ossowskiemu, przewodniczącemu Rady Miasta

Punkt pierwszy – oczywiste. Nie po to Jacek Sutryk przejął pomysł i wprowadził go w życie, by teraz mu to publicznie na sesji wypominać. Kuriozalny jest jednak punkt drugi pisma. Zdaniem ekspertów prawnych prezydenta dołączone do projektu listy nie zawierają wymaganej liczby podpisów. Ta bowiem na koniec 2017 roku wynosiła 582.477 osób, więc próg wyniósł 5.824 osoby. Tymczasem na przekazanych listach eksperci dopatrzyli się „jedynie” 5.020 podpisów.

Skąd się wzięło dodatkowych 100 tys. wyborców? W ciągu kilku miesięcy Wrocław urósł o 1/6? Coś tu brzydko zapachniało. Wysłane zostało zatem kolejne pismo do UM, w trybie dostępu do informacji publicznej o aktualną liczbę wyborców naszego miasta. Odpowiedź zaskakuje – ratusz podał liczbę 478.533, czym potwierdził, że liczba podpisów przekroczyła wymagany 1% z liczby wyborców (przypomnę, w piśmie Jacek Ossowski potwierdził zebranie 5.020 podpisów). Skąd zatem zarzut o niespełnieniu warunku formalnego w postaci braku wymaganej liczby podpisów?

Wygląda na to, że opłacani zapewne z miejskiej kasy prawnicy miejscy, przygotowując odpowiedź pod z góry założone odrzucenie wniosku z powodów formalnych tak bardzo podekscytowali się znalezionym „drugim powodem”, że nie zauważyli własnej pomyłki w czytaniu tabeli Krajowej Komisji Wyborczej. Oto ta tabelka:

Liczba mieszkańców – 581 tys. ale wyborców 478 tys. (z analogicznego zestawienia za IV kwartał 2017 roku – mieszkańców 582 tys., wyborców 478 tys.).

Rajcowie tak bardzo chcieli widzieć, że OK Wrocław nie zebrało wymaganej liczby podpisów, że do ustalenia progu wzięli nie tę rubrykę, co powinni. Być może nie doczytali pełnej treści paragrafu 39 statutu miasta, czytając jedynie fragment przepisu w pkt. 1a tj. „Z wnioskiem o podjęcie uchwały przez Radę może wystąpić grupa co najmniej 1% mieszkańców Wrocławia …” ignorując dalsze „… posiadających czynne prawo wyborcze i wpisanych do stałego rejestru wyborców”. Owszem, w tabelce KBW nie ma kolumny tak opisanej, jednak wydawać by się mogło, że to nie powinno być dla prezydenckich rajców problemem. Jak widać, przerosło to ich siły. Wniosek jest oczywisty – podpisów było więcej, niż wymagany 1%, więc drugi punkt tego kuriozalnego pisma jest nieśmiesznym żartem.

Swoją drogą, daje do myślenia, że przewodniczący Rady Miejskiej nie wie, ilu Wrocław ma wyborców. No tak, ale nie od dziś wiadomo, że w ratuszu 100 tys. w te, lub wewte nie czyni różnicy. Wyborców oczywiście 😉

Leave a Reply