Dzień Dobry, kochany sąsiedzie!

Dzień Dobry, kochany sąsiedzie!

Społeczeństwo obywatelskie zaczyna się od dzień dobry. Nasi zachodni sąsiedzi witają się nawzajem z uśmiechem, wymawiając ichniejsze „dzień dobry” nawet się nie znając.

W Polsce, ludzie mijają się bez słowa, mieszkając w tej samej klatce lub przy tej samej ulicy. Unikają „Dzień Dobry” lub pospiesznie cedzą przez zęby „dobry”, gdyż niefortunnie mogliby narazić się na dalszą część rozmowy. Na to obecnie nikt nie ma czasu lub ochoty.

Wielokrotnie, właśnie z tej przyczyny, w momencie kradzieży roweru, czy wózka z klatki schodowej, nikt nie interweniuje. Brak codziennego kontaktu sprawia, że nie znamy swoich sąsiadów, przecież to pewnie oni wynoszą właśnie na śmietnik swój stary regał lub przeprowadzają się w inne „anonimowe” miejsce. Nie ma sensu wyjrzeć przez okno… przecież mnie to nie dotyczy.

Bramy, bloki, kamienice, osiedla przestały być elementem identyfikacji dla mieszkańców. Ludzie wyrzekli się części swojej tożsamości, przestali być „lokalsami”.

A w latach 90-tych, młodzież identyfikowała się z miejscem zamieszkania, częste były mecze piłkarskie – ulica na ulicę, blok na blok, a nawet siejące postrach w okolicy, chuligańskie wyrównywanie rachunków między małolatami. Dziś nikogo nie interesuje jego otoczenie, społeczność, w której mimowolnie koegzystuje. Zanik lokalnych wspólnot często tłumaczony jest postawą: „ale ja tu tylko mieszkam”, z akcentem  na tylko, albo „my i tak późno wracamy”.

Skoro mieszkańcy nie identyfikują się ze swoją „ małą ojczyzną”, w której mieszkają, to jak mają wspólnie walczyć o lepsze drogi, place zabaw dla dzieci, czy prozaiczne spowalniacze na drogach? Nawet budżety obywatelskie są dla mieszkańców mało istotne, pomimo że większość pomysłów kierowana jest od mieszkańców do mieszkańców.

Z jednej strony powstają prywatne osiedla, o których pisał nieraz Zygmunt Bauman, będące nie wspólnotą ludzi, lecz miejscem, które daje poczucie elitaryzmu. Po co angażować się w cokolwiek, skoro wszystko zrobić może zarządca, ochroniarz, czy sprzątaczka? Tam się tylko wymaga. Z drugiej strony widzę jednak lekko tlące się światełko w tunelu. W erze giga deweloperów i szybko powstających osiedli, pojawia się ujmujący sprzeciw mieszkańców. Gdy euforia z posiadania własnego „M” opadnie, ludzie zastanawiają się dlaczego stoją w korkach, skoro do centrum maja kilkanaście minut drogi, czemu są tylko dwie linie autobusowe i gdzie jest ten obiecany plac zabaw oraz ten przeogromny, zapowiadany parking?

Od lat naukowcy spierają się, czy jesteśmy społeczeństwem obywatelskim, czy nie. Politycy żonglują sloganami obywatelskości tylko wtedy, kiedy potrzebują przypodobać się swoim wyborcom.

A obywatelskość zaczyna się już dziś, w naszej bramie i na naszej ulicy. Wystarczy powiedzieć „dzień dobry” do gnającego sąsiada. Może być to zalążek przyszłego, wspólnego działania. Zwykłe „Dzień Dobry” to dobry początek, aby z anonimowego mieszkańca, stać się „lokalsem”.

A zatem, dzień dobry wszystkim, mam na imię Jakub i chcę żyć w społeczeństwie obywatelskim.

fot. www.averagebro.com

Leave a Reply