Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie

Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie

Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie„. Słowa znanego filozofa Johna Actona pizostaja aktualne zważywszy na to, że sprawowanie władzy to proces trudny i pełen pokus. Dlatego konieczne są mechanizmy władzy prawne, które będą zapobjegać nadużyciom przez rządzących. Książkowym zabezpieczeniem w demokracji jest trójpodział władzy, jednak i on ma swoje niedociągnięcia, które widać obecnie na arenie krajowej. Partia rządząca, posiadając samodzielną większość parlamentarną, tworząc rząd, przy występowaniu złej woli, jest w stanie przypuścić atak na władzę sądowniczą, celem jej rozmontowania.

Chciałem się jednak skupić na problemach związanych ze sprawowaniem władzy na szczeblu samorządowym, a konkretnie na poziomie gminy przez prezydentów, burmistrzów lub wójtów. Sytacja jest szczególnie trudna, gdy zarówno prezydent miasta, jak i członkowie rady pochodzą z tego samego ugrupowania, startując ze wspólnych list. W powyżej opisanym przypadku radni są często politycznie uzależnieni od własnego prezydenta, gdyż to on jest przysłowiowym hetmanem na szachownicy. W takiej sytuacji kontrola rady miasta nad prezydentem jest czysto iluzoryczna, zaś rola radnych sprowadza się jedynie do wykonywania poleceń organu władzy wykonawczej. Zrozumiały jest postulat konieczności zapewnienia stabilnych rządów i umożliwienia podejmowania trudnych decyzji, dlatego też na upolitycznienie samorządów nie ma się co obrażać. Nie należy również oburzać się na fakt, że prezydent jak i radni startują ze wspólnej listy, gdyż jest to poniekąd logiczne. Nie sposób wprowadzić ustawowego zakazu teorzenia wspólnych list przez kandydata na prezydenta i kandydatów na radnych. Zwłaszcza w sytuacji, gdy kandydat na prezydenta często na wszelki wypadek kandyduje również do miejskiej rady. Absurdem byłoby również wprowadzenie dyrektywy zgodnie z którą prezydent miasta miałyby pochodzić z innego ugrupowania niż radni, którzy mają większość w danej radzie. Takie rozwiązanie niechybnie skończyłoby się paraliżem decyzyjnym.

Nie oznacza to oczywiście że wszystko jest ok i nic nie należy zmieniać. W mojej ocenie, patologie związane ze sprawowania władzy w gminach wynikają z dwóch zasadniczych problemów:

1) braku kadencyjności na stanowiskach wybieralnych,

oraz

2) zatrudnianiu radnych w spółkach miejskich lub urzędach, podlegających bezpośrednio prezydentowi.

Ad. 1. Brak kadencyjności jest szczególnie problematyczne w przypadku prezydentów, burmistrzów, czy wójtów. Nieraz sprawują oni władzę czwartą, czy piątą kadencję z rzędu. Pomimo, że jest to funkcja, z wyboru sprawia wrażenie dożywotniej. Niektórzy powiedzą oczywiście, że wybory odbywają się cyklicznie co cztery lata, zaś nikomu nie zabrania się startowania, celem zdetronizowania obecnego włodarza. Takie spojrzenie jest jednak niewystarczająco szerokie. Istnieje realne ryzyko, że prezydent miasta sprawujący władzę kolejną kadencję głównym przedmiotem swojej działalności uczyni umacnianie swojej władzy i wycinanie potencjalnych przeciwników politycznych. W sytuacji, gdy frekwencja w wyborach samorządowych jest stosunkowo niska, bardzo trudno jest zmienić takiego prezydenta. Dlatego też należałoby wprowadzić kadencyjność na powyższym stanowisku, ograniczającą piastowanie tej funkcji do dwóch następujących po sobie kadencji.

Ad.2. Zatrudnianie radnych w spółkach miejskich, urzędach, czy projektach, podlegających bezpośrednio władzy prezydenta danego miasta, tworzy patologiczną siatkę powiązań, w których radni stają się niesamodzielni i finansowo zależni. Przykład ten jest szczególnie widoczny we Wrocławiu, gdzie wielu radnych zatrudnionych jest w miejskich spółkach lub piastuje funkcje w urzędzie miasta, bądź urzędzie marszałkowskim. Zatrudnienie w spółce miejskiej lub w urzędzie jest przywilejem z nadania politycznego, o przyznaniu którego decyduje prezydent miasta, często jednoosobowo. W powyższej sytuacji radny zamiast pełnić funkcje kontrolne i patrzyć prezydentowi miasta na ręce, staje się bezwolną kukiełką, całkowicie od niego uzależnioną. Działa to mniej więcej zasadzie: „nie podporządkowujesz się, tracisz pracę”. Czasami patologia sprawowania władzy samorządowej sięga dalej. Dzieje się tak w przypadku, gdy nie tylko radni, ale i ich rodziny zatrudniane są w spółkach podległych miastu lub w miejskich urzędach. W takiej sytuacji radny jest praktycznie ubezwłasnowolniony, jest zmuszony ślepo wykonywać rozkazy płynące z góry. We Wrocławiu ukuło się nawet powiedzenie, które mówi, że radni miejscy „są semaforami prezydenta”. Ich rola ogranicza się często do podnoszenia ręki podczas głosowań lub podpisywania dokumentów.

Nie ma co liczyć, że prezydent dobrodusznie poluzuje uścisk, albo że radni pójdą po rozum do głowy.

Dlatego też konieczne są zmiany w prawie, polegające na wprowadzeniu kadencyjności w zakresie piastowania urzędu prezydenta, burmistrza, czy wójta, jak i wprowadzenie ustawowego zakazu zatrudniania radnych w spółkach miejskich lub urzędach miastu podlegających.

Źródło zdjęcia: wiadomosci.dziennik.pl

Leave a Reply