Wrocław jest Smart, tylko co z tego? Poszukiwanie działającego biletomatu to tylko wierzchołek góry lodowej

Wrocław jest Smart, tylko co z tego? Poszukiwanie działającego biletomatu to tylko wierzchołek góry lodowej

Kilka dni temu mieszkańców naszego miasta obiegła fantastyczna wiadomość o przyznaniu nagrody „Smart City” dla miast powyżej 500 tys. mieszkańców dla Wrocławia, za innowacyjne rozwiązanie samochodów miejskich wynajmowanych na minuty (Vozilla) oraz nowy system dystrybucji biletów, dostarczony wrocławskiemu MPK przez Mennicę Polską. Przyznam szczerze, że zwłaszcza to drugie rozwiązanie, może i jest „smart”, ale w kontekście wciąż bardzo niskiej atrakcyjności komunikacji miejskiej we Wrocławiu jest w moim przekonaniu rozwiązaniem całkowicie zbędnym, a wydane na jego wprowadzenie ponad 170 mln złotych wydaje mi się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.

Pierwsze dni funkcjonowania nowego systemu przyniosły przede wszystkim nawracający problem ze znalezieniem działającego biletomatu/kasownika. Do tego doszła nieufność, co do jedynie elektronicznego charakteru biletu, niemożność zakupu biletu na zapas, brak informacji o tym, kiedy upłynie czas biletu, czy strach przed kanarem, który będzie zczytywał dane z naszej karty płatniczej, którą dokonaliśmy zakupu biletu. Strona wrocławskiego MPK oferuje co prawda zakładkę Q&A, gdzie cierpliwie tłumaczy wątpliwości zgłaszane przez podróżnych, jednak brakuje tam zasadniczych pytań, na które MPK odpowiedzieć w sposób oczywisty zapewne nie potrafi:

  • W jaki sposób nowy, innowacyjny i budujący „Smart city” system dystrybucji biletów sprawi, że więcej wrocławian wybierze autobus i tramwaj zamiast samochodu?
  • Jak nowy, innowacyjny i budujący „Smart city” system dystrybucji biletów wpłynie na zmniejszenie notorycznych opóźnień poszczególnych linii tramwajowych i autobusowych, zwiększy komfort przejazdu lub wpłynie na większą częstotliwość połączeń z nowych, odciętych od komunikacyjnego świata Wrocławia osiedli?
  • Jak nowy, innowacyjny i budujący „Smart city” system dystrybucji biletów wpłynie na katastrofalny wciąż stan wrocławskich torowisk, nieatrakcyjny technologicznie tabor czy fikcję priorytetu komunikacji miejskiej na skrzyżowaniach w centrum?

Nie wiem jak Wy, ale zamiast nagrody dla miasta, która nadaje mu tytuł „Smart city” wolałbym miasto głupie, ale sprawne. Z nowymi liniami tramwajowymi, z niskopodłogowymi tramwajami, klimatyzacją, wi-fi i dojeżdżające zawsze na czas. Śmiem twierdzić, że żadnemu mieszkańcowi Wrocławia nowy innowacyjny i budujący „Smart city” system dystrybucji biletów do szczęścia potrzebny nie był. Co więcej, nawet z tym smart jest coś nie tak.

W 2011 roku był już system dystrybucji biletów w tramwajach i kasownikach, który sprzedawał wyłącznie skasowane bilety, tak jak ten obecny. Wówczas MPK przekonywało, że przecież jak ktoś chce, to kupi sobie na zapas w biletomatach stacjonarnych albo w kioskach, podobnie jak teraz. System jednak szybko przeprogramowano, by sprzedawał także bilety nieskasowane – taka była wola wrocławian. Dlaczego w ramach „Smart city” do takiego rozwiązania powrócono? Pewnie dlatego, żeby było smart. W końcu tak nazywała się nagroda, którą dołożyć do gablotki chciał prezydent Dutkiewicz. Może biletomaty przeprogramują, gdy Wrocław wystartuje do miana „Comfortable City”. Póki co musimy poczekać.

Leave a Reply